Cel pierwszy: odpoczywaj i ruszaj się!

Na początku każdego roku ludzie dzielą się na tych, którzy nie robią żadnych podsumowań i planów i tych, dla których to jest ważne. Ja należę zdecydowanie do tych drugich. Lubię sprawdzać, analizować i wyznaczać sobie kolejne cele, w tym te zawodowe. W tym roku dzięki książce Timothy D. Walkera – “Fińskie dzieci uczą się najlepiej”, mam kilka postanowień noworocznych.

Ilekroć polski system edukacyjny jest krytykowany w mediach, zwykle jest porównywany do fińskiej szkoły, gdzie podobno nauczyciele są zrelaksowani, a dzieci uczą się bez wysiłku. Jak pokazują badania PISA, które regularnie porównują umiejętności  nastolatków na całym świecie, fińskie piętnastolatki, jeśli nie wygrywają rankingów, to zawsze są w czołówce.

Walker to typowy belfer z amerykańskiej podstawówki, który im bardziej się stara, tym bardziej czuje się wypalony. Po kilku latach pracy od rana do wieczora, nie potrafi myśleć o niczym innym, w nocy  śnią mu się lekcje, a rano zbiera go na wymioty przed wyjściem z domu. Brzmi znajomo?  Na szczęście jego żona jest Finką, która w trosce o zdrowie męża, proponuje mu wyjazd do Finlandii. Timothy szybko dostaje pracę nauczyciela języka angielskiego w fińskiej podstawówce i od tego momentu wszystko się zmienia.

Angielski tytuł książki to “Teach like Finland”, ale polski podoba mi się zdecydowanie bardziej, bo przewrotnie podkreśla o co tak naprawdę toczy się gra. Walker chce nam pokazać, że w fińskiej edukacji wcale nie chodzi o to, żeby wykreować dzieci-roboty, które bezbłędnie wypełnią każdy test. Dzieciom trzeba stworzyć takie warunki, żeby uczyły się najlepiej, czyli tak, aby w pełni mogły pokazać swoje możliwości.

Amerykanin przyglądając się fińskiej szkole, cały czas odwołuje się do swoich doświadczeń z ojczyzny. Jak się okazuje często wystarczy zamienić słowa “Stany Zjednoczone” na “Polskę” i empatycznie kiwać głową, okazując zrozumienie. Oba kraje dzieli ocean, ale problemy są bardzo podobne.

 

Jak napisałem we wstępie, książka Walkera zainspirowała mnie do wyznaczenia celów na nowy rok.

 

Cel pierwszy:

 

ODPOCZYWAJ I RUSZAJ SIĘ!

Nauczyciele w Finlandii robią dzieciom sporo przerw podczas lekcji, aby mogły zregenerować siły, zgodnie z zasadą, że mózg potrzebuje odpoczynku, aby efektywnie pracować. Między lekcjami dzieci spędzają czas na dworze – nawet kiedy pada, a temperatura nie jest niższa niż minus 15 stopni (sic!).

Kilka dni temu przeczytałem informację, że Światowa Organizacja Zdrowia planuje wpisać w 2018 roku uzależnienie od gier komputerowych na listę chorób psychicznych. Zdaniem psychologów za uzależnienie u dzieci, winę ponoszą dorośli, którzy kupują sobie w ten sposób wolny czas. Już kilkulatki godzinami siedzą przed ekranem tableta lub smartfona zamiast z piłką na dworze. Kiedyś słyszałem w radiu wywiad z fizjoterapeutą, który opowiadał o tym, że człowiek od urodzenia ma naturalną potrzebę ruchu, która jest niestety tłumiona. W trosce o bezpieczeństwo nie pozwalamy maluchom wspinać się na krzesła, a po kilku latach sadzamy dzieci w ławkach, w których muszą wytrzymać bez wiercenia się przez kilka godzin. Powoli problem braku ruchu zaczyna dostrzegać się także w Polsce. Znam szkoły, gdzie uczniowie mają zakaz używania telefonów na przerwach, a na korytarzach mogą pograć w klasy czy inne gry, do których plansze są wyklejone na podłodze.

W Finlandii równie istotne jest samopoczucie nauczycieli, którzy dbają, aby praca nie stała się jedynym sensem ich życia. Walker podkreśla, że ważną rolę w zachowaniu balansu pełni pokój nauczycielski, gdzie nauczyciele mogą przejrzeć gazety, napić się kawy i pogadać. Uważa, że taka  przerwa w ciągu dnia sprawia, że są odprężeni i są po prostu lepszymi nauczycielami. Tutaj pojawiła się smutna refleksja, że polski nauczyciel jest niestety bardzo zabiegany. W większości szkół z mojego otoczenia, nauczyciele spędzają przerwy, dyżurując na korytarzach albo przygotowując się do kolejnej lekcji zamknięci w salach. A pokój nauczycielski jest przechowalnią dzienników.

Na koniec chciałbym poruszyć mityczny temat prac domowych w fińskiej szkole, a raczej ich braku.  Nauczyciele są świadomi, jak ważną rolę w nauce odgrywa odpoczynek i oczywiście zadają prace domowe, ale robią to z umiarem. Wielu z nich uważa, że praca domowa powinna być na tyle prosta, by dziecko uporało się z nią bez pomocy dorosłych. Oczywiście mam świadomość, że również polska szkoła zmienia się w tym kierunku. Są już szkoły, które zadają prace domowe w racjonalnej ilości lub wcale. Wciąż jednak są to nieliczne wyjątki. A jak pokazuje ostatni przykład siódmoklasistów po reformie, wydaje się, że znowu zmierzamy w innym kierunku niż Finowie.

“Fińskie dzieci uczą się najlepiej”, to książka, która jest doskonałym punktem wyjścia do nauczycielskich polemik. Chętnie dowiem się, jakie jest Wasze zdanie na temat fińskiej szkoły czy innych systemów edukacyjnych.

O kolejnych celach zainspirowanych fińskim szkolnictwem napiszę wkrótce. A teraz, jak doradza autor książki, idę odpocząć, to znaczy lecę pobiegać;)

Timothy D. Walker, Fińskie dzieci uczą się najlepiej, przeł. Marta Kisiel-Małecka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.