Janusz Korczak

Korczakowska szkoła życia

W 1907 roku Henryk Goldszmit, znany szerszej publiczności jako Janusz Korczak, w artykule pt. „Szkoła życia”, tak pisał o swoim marzeniu: „Zbudujemy szkołę, wychowańcy nie będą się uczyli martwych liter z martwej bibuły, gdzie natomiast uczyć się będą tego, jak żyją ludzie, czemu tak żyją, jak inaczej żyć można, co umieć i czynić należy, by żyć pełnią wolnego ducha”. Pięć lat później stanął „Biały dom w szarej Warszawie”.

 

Dom Sierot, choć Korczak bardzo nie lubił tej nazwy i sam nazywał go Domem Dzieci, był jak na czasy w których powstał, wyjątkowym miejscem. Kiedy dziś o nim czytam, widzę w nim Korczaka niemal jako postać z bajki –  Profesora z Akademii Pana Kleksa, który robił rzeczy magiczne w bardzo poważnej rzeczywistości.

 

Tematem przewodnim EduWeek#4 są „Lekcje z minimalnym lub zerowym przygotowaniem”. Ja w takich przypadkach często oddaję inicjatywę dzieciom, bo zawsze mają niesamowite pomysły. Tak robił przez całe życie dyrektor Domu Sierot – słuchał dzieci. Przeczytaj, jak to robił!

 

Dom Sierot nie był oczywiście szkołą, ale domem dziecka, gdzie mieszkały dzieci z rodzin żydowskich. Nie miały rodziców lub co zdarzało się częściej – ich rodziny nie były w stanie ich wyżywić. Do każdego wolnego miejsca zawsze czekała długa kolejka potrzebujących. Dom mieścił około setki dzieci.

 

Tablica, skrzynka, anioł stróż…

Korczak dbał, aby w domu panował organizacyjny porządek, ale chciał przede wszystkim stworzyć namiastkę prawdziwego domu dla swoich podopiecznych. Od samego początku funkcjonowała tablica ogłoszeń, na której dorośli, ale też dzieci wywieszali zawiadomienia, prośby i ostrzeżenia. Była świetnym narzędziem dla wychowawców. Dzięki niej nie musieli powtarzać swoich próśb powielekroć, bo zawsze mogli się odwołać do informacji, która była na tablicy.

 

Jeśli ktoś nie umiał czytać, zawsze mógł poprosić o pomoc starszą koleżankę czy kolegę. Dzieci od samego początku uczyły się odpowiedzialności za młodszych i słabszych. Każda nowe dziecko, otrzymywało swojego opiekuna, który pomagał odnaleźć się w nowej rzeczywistości i wdrożyć w Domowe obowiązki. Dzieci pomagały dzieciom. Korczak był dumny ze swoich wychowanków:

 

Uniezależniliśmy się od byle jakiego personelu i tyranii przytułkowej służby. Gospodarzem, pracownikiem i kierownikiem domu stało się – dziecko.

 

W Domu działała też skrzynka na listy, do której dzieci wrzucały prośby, przeprosiny i skargi na inne dzieci lub wychowawców. A problemów nie brakowało. Ich rozwiązaniem zajmował się Sąd koleżeński.

 

Sąd musi bronić cichych

Dziecko jest jutrem. Ono będzie pracownikiem, będzie obywatelem, będzie pracodawcą, ale czekać trzeba. Cierpliwie czekać. Czujnie czekać.

 

W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, przyjmując reguły państwa demokratycznego. Korczak dążył do tego, aby jego wychowankowie wyrośli na światłych obywateli i czuli się odpowiedzialni za swój kraj. Zamienił Dom Sierot w małą republikę, w której sprawiedliwość wymierzał Sąd złożony z dzieci. Kodeks sądowy liczył aż 1000 paragrafów, ale dopiero paragraf nr 500 wyznaczał karę. Aż 50 paragrafów mówiło o przebaczeniu. Kodeks zaczynał się od preambuły:

 

Jeżeli ktoś zrobi coś złego, najlepiej mu przebaczyć, czekać, aż się poprawi.

Ale sąd musi bronić cichych, by ich nie krzywdzili zaczepni i natrętni, sąd musi bronić słabych, by im nie dokuczali silni, sąd musi bronić sumiennych i pracowitych, by im nie przeszkadzali niedbalcy i leniuchy, sąd musi dbać, by był porządek; bo nieład najbardziej krzywdzi dobrych, cichych i sumiennych ludzi.

Sąd nie jest sprawiedliwością, ale do sprawiedliwości dążyć powinien, sąd nie jest prawdą, ale pragnie prawdy.

Sędziowie mogą się mylić. Sędziowie mogą karać za czyny, które popełniają sami, powiedzieć, że złe jest to, co sami też robią.

Ale hańbą jest, gdy sędzia świadomie wydaje wyrok kłamliwy.

 

Do Sądu można było podać każdego – dziecko i dorosłego. Korczak często spotykał się z zarzutami, że pozwalając dzieciom na wnoszenie spraw przeciwko wychowawcom, niszczy autorytet dorosłych. Odpierał te zarzuty w swoim stylu. Tłumaczył, że dziecko ma prawo do poważnego traktowania swoich spraw, prawo do protestu. Nie może być zależne wyłącznie od woli wychowawcy. Tylko w pierwszym półroczu działalności Sądu, Korczak pozwał sam siebie pięć razy.

 

Nie wolno się myć

Inną instytucją, która uczyła dzieci demokracji był Sejm dziecięcy. Był wybierany w wolnych wyborach a w jego skład wchodziło 20 posłów. Sejm głównie zajmował się zatwierdzaniem lub odrzucaniem  prawa wydanego przez Radę Sądową. Ale ustanawiał też święta Domu Sierot.

 

Dwudziestego drugiego grudnia – najkrótszy dzień w roku. Hasło: „Nie warto wstawać”, kto chce, może cały dzień przeleżeć w łóżku. Dwudziestego drugiego czerwca – najkrótsza noc w roku. Hasło: ” Nie warto się kłaść, kto chce, nie musi iść do łóżka. Dzień brudasa. Hasło: „Nie wolno się myć”. Kto chce się umyć, musi wnieść specjalną opłatę. Dzień trzysta sześćdziesiątego obiadu. Hasło: „Imieniny kuchni. Gospodyni za poniesione trudy otrzymuje cukierki”.

 

Sejm czasami decydował też o sprawach naprawdę ważnych, np. o przyjęciu lub zwolnieniu wychowawców.

 

Mały Przegląd

Były też pomysły, które znacznie wykraczały poza granice Domu Sierot. W 1926 roku Janusz Korczak powołał do życia „Mały Przegląd” – pismo dla dzieci i pisane przez dzieci. Tak zachęcał młodych dziennikarzy do wzięcia udziału w przygodzie:

 

Pismo będzie rozważało wszystkie sprawy uczniów i szkół. A redagowane będzie tak, żeby bronić dzieci.

Pismo pilnować będzie, żeby się wszystko działo SPRAWIEDLIWIE.

Redaktorów będzie trzech. Jeden stary (łysy, w okularach), żeby nie było bałaganu. Drugi – młody redaktor dla chłopców i jedna dziewczynka – redaktorka dla dziewczynek. – Żeby się nikt nie wstydził, a każdy mówił szczerze i głośno, czego mu potrzeba , jaka mu się krzywda dzieje, jakie ma zmartwienia i troski. (…)

Wiadomości można będzie podawać ustnie, telefonicznie, przysyłać pocztą, dyktować lub pisać.

Żeby było wygodnie, żeby się nie wstydzili, że się będą śmieli.

 

Po trzech latach „Mały Przegląd” miał aż 3200 korespondentów i z gazety zmienił się w rozbudowaną sieć społeczną. Czytelnicy i autorzy tekstów tworzyli Kółka Przyjaźni, Kółka Zabaw i Pomocy, Klub Powieściopisarzy, Pracownię Wynalazców. A korespondencje przychodziły z Europy, Ameryki i Palestyny.

 

Kochać i nienawidzić

Dlaczego Korczak to wszystko robił? Dlaczego pozwalał dziecku mówić? Lubił podkreślać, że dziecko nie dopiero będzie, ale już jest człowiekiem. Człowiekiem, a nie projektem, który można dowolnie zmieniać.

 

Jakże chcecie dziecko wprowadzić w życie w przeświadczeniu, że wszystko jest słuszne, sprawiedliwe, rozumnie umotywowane i niezmienne? W teorii wychowania zapominamy, że winniśmy uczyć dziecko nie tylko cenić prawdę, ale i rozpoznawać kłamstwo, nie tylko kochać, ale i nienawidzić, nie tylko szanować, ale i pogardzać, nie tylko godzić się, ale i oburzać, nie tylko ulegać, ale i buntować się.

 

Mnie Korczak zainspirował. A Ty, jak oddajesz dzieciom inicjatywę na swoich zajęciach?

 

W artykule korzystałem z książek:
Joanna Olczak-Ronikier, Korczak. Próba biografii, Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2011.
Janusz Korczak, Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie, Biuro Rzecznika Praw Dziecka, Warszawa 2012.

 

A teraz zapraszam do przeczytania pozostałych wpisów blogerek i blogerów, którzy biorą udział w akcji EduWeek#4!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *